środa, 14 marca 2012


Cierpienie a miłość Boga

Jedni uważają, że Bóg jest zły bo na nie zezwala,  inni wynajdują usprawiedliwienia dla obecności cierpienia w świecie i w ten sposób usprawiedliwiają Boga, a jeszcze inni mówią, że to tajemnica, której do końca nie zrozumiemy więc lepiej się zająć pytaniem jak mam sobie poradzić ze swoim cierpieniem niż deliberować czemu ono w ogóle jest.

Ech, mi osobiście nie odpowiada żaden z wyżej opisanych poglądów. Oczywiście ten ostatni jest rozsądny i na pewno dobry, ale w człowieku jest coś takiego, że pragnie choć przeczuwać sens rzeczywistości, w której żyjemy; choć przeczuwać, że istnieje wytłumaczenie, które da się zrozumieć. Długo męczyły mnie pytania dotyczące cierpienia aż w końcu dostąpiłam tej łaski, że znalazłam proste rozumowanie, które mi pomaga. I nie ma ono nic wspólnego z wynajdowaniem usprawiedliwień dla istnienia cierpienia. Dla mnie cierpienie jest skutkiem zła. Żaden dobry Ojciec nie wymyśla dla swych dzieci cierpień, choćby  ostatecznie miały one zaowocować ich większą dojrzałością czy mądrością. Mam nadzieję, że Ojciec Niebieski też by takich metod wychowawczych nie pochwalił. Oczywiście Bóg sprawia, że nawet  cierpienie, skutek zła, może wydać dobre owoce w życiu konkretnego człowieka. Bóg umie ze wszystkiego wyciągnąć dla nas dobro, ale nie sądzę by planował jakby mi tu dowalić wyznając zasadę, że cel uświęca środki.

Jeden mądry Żyd opisał to tak, że źródłem problemu jest to, iż Bóg jest dobry i wszechmocny. Skoro jest dobry i wszechmocny to winien nie pozwalać na cierpienie, które jest złem. Skoro cierpienie jest obecne na tym świecie to albo Bóg nie może być dobry albo Bóg nie może być wszechmocny. 

Pomysł, że Bóg miałby być zły jest sam w sobie sprzecznością – istota najdoskonalsza i najwspanialsza nie może być zła, bo zło nie stwarza (nie tworzy tylko burzy) i nie jest piękne.

Pomysł, że Bóg miałby nie być wszechmocny także jest trudny do przyjęcia, taki Bóg nie byłby Bogiem. Tego typu myślenie może prowadzić do ateizmu lub politeizmu – może i są jakieś byty obdarzone większą od nas mocą, jakieś duchowe energie, ale nie ma istoty najwyższej, źródła i celu wszystkiego co istnieje.

Myślę, że chrześcijaństwo rozwiązuje ten dylemat w bardzo oryginalny sposób: Bóg jest dobry, jest Miłością. Jednocześnie Bóg jest wszechmocny, ale ponieważ nas umiłował stał się dla nas słaby, ograniczył swoją wszechmoc by uszanować naszą wolność. A my żeśmy wybrali, że bardziej od Bożej miłości jesteśmy zainteresowani poznaniem. Chcieliśmy poznać i dobro i zło. I jesteśmy na świecie gdzie jest obecne i dobro i zło. Możemy doświadczać jednego i drugiego. 

To nie tłumaczy wszystkiego. To nie wyjaśnia dlaczego starszy pan doznaje cudu uzdrowienia na jakiejś mszy z modlitwą, a jednocześnie w szpitalu umiera na raka niewinne dziecko.  To nie czyni wszystkiego jasnym, ale dla mnie ta myśl jest jak światełko w tunelu. Bóg stał się człowiekiem – On już tak ma, że w swej wszechmocy dla nas staje się słaby. Jest tak wszechmocny, że może i to, by stać się słabym. Bliskość z nami i uszanowanie naszej wolności jest dla Niego ważniejsze niż likwidacja cierpienia. Pewnie też dlatego, że ostatecznie On zlikwiduje cierpienie, otrze nasze łzy, tylko nie zawsze tak szybko jakbyśmy chcieli. No ale to ostatnie to już tajemnica. Nie wiemy dlaczego w konkretnych przypadkach jest tak, jak jest, i rzeczywiście zamiast pytać: "czemu?" lepiej skorzystać z zaoferowanej nam Bożej bliskości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz