Odpowiedź
Nie wiem czy mój ulubiony ksiądz przeczytał to, co napisałam wcześniej, ale
dziś usłyszałam przepiękną konferencję na temat miłości do siebie. Ksiądz
Sławek przede wszystkim zwrócił uwagę na źródło tej miłości. To nie tylko o to
chodzi, że trzeba kochać siebie bo inaczej mamy problem z miłowaniem innych, to
nie tylko takie psychologiczne stwierdzenie, że jak zadbam o siebie to mam
więcej sił dla innych. To prawda, ale źródłem miłości do siebie jest dla nas
miłość Boga. Skoro On nas uczynił, chciał, ukochał, to znaczy, że uznał nas
godnymi miłości. Ktoś, kto nie kocha siebie, kto uważa, iż nie jest godny
miłości, zachowuje się tak, jakby był mądrzejszy od samego Stwórcy. Bóg mówi:
jesteś godzien miłości, a ja mu rzeknę: a właśnie, że nie!
Bardzo ważna w tym nauczaniu była dla mnie myśl o tym, że człowiek spełnia
się w byciu darem. A więc miłowanie siebie to dążenie do tego by spełnić się w
dawaniu siebie. Paradoksalnie, aby móc doświadczyć spełnienia, a co za tym
idzie szczęścia, trzeba przestać się sobą zbytnio przejmować, przestać o sobie
wkółko myśleć, przestać analizować swoją sytuację, a skupić się na innych, na
tym, by stawać się dla nich darem. Dlatego Jezus mógł powiedzieć, że nawet
siebie trzeba mieć w nienawiści ze względu na Niego – to specyficzny, ostry
język Pisma, pokazujący na zasadzie kontrastu, że trzeba nam oderwać się od
siebie, by doświadczyć prawdziwej miłości.
Aby być darem dla innych muszę uznać swoje obdarowanie. Aby rozwijać swoje
obdarowanie muszę dbać o swe talenty czyli rozwijać umiejętności, troszczyć się
o ducha, psychikę i ciało. Trzeba dbać o dar jaki się otrzymało i jakim się
jest dla innych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz