niedziela, 11 marca 2012

Odpowiedź

Nie wiem czy mój ulubiony ksiądz przeczytał to, co napisałam wcześniej, ale dziś usłyszałam przepiękną konferencję na temat miłości do siebie. Ksiądz Sławek przede wszystkim zwrócił uwagę na źródło tej miłości. To nie tylko o to chodzi, że trzeba kochać siebie bo inaczej mamy problem z miłowaniem innych, to nie tylko takie psychologiczne stwierdzenie, że jak zadbam o siebie to mam więcej sił dla innych. To prawda, ale źródłem miłości do siebie jest dla nas miłość Boga. Skoro On nas uczynił, chciał, ukochał, to znaczy, że uznał nas godnymi miłości. Ktoś, kto nie kocha siebie, kto uważa, iż nie jest godny miłości, zachowuje się tak, jakby był mądrzejszy od samego Stwórcy. Bóg mówi: jesteś godzien miłości, a ja mu rzeknę: a właśnie, że nie!

Bardzo ważna w tym nauczaniu była dla mnie myśl o tym, że człowiek spełnia się w byciu darem. A więc miłowanie siebie to dążenie do tego by spełnić się w dawaniu siebie. Paradoksalnie, aby móc doświadczyć spełnienia, a co za tym idzie szczęścia, trzeba przestać się sobą zbytnio przejmować, przestać o sobie wkółko myśleć, przestać analizować swoją sytuację, a skupić się na innych, na tym, by stawać się dla nich darem. Dlatego Jezus mógł powiedzieć, że nawet siebie trzeba mieć w nienawiści ze względu na Niego – to specyficzny, ostry język Pisma, pokazujący na zasadzie kontrastu, że trzeba nam oderwać się od siebie, by doświadczyć prawdziwej miłości.

Aby być darem dla innych muszę uznać swoje obdarowanie. Aby rozwijać swoje obdarowanie muszę dbać o swe talenty czyli rozwijać umiejętności, troszczyć się o ducha, psychikę i ciało. Trzeba dbać o dar jaki się otrzymało i jakim się jest dla innych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz