Kapłan - ksiądz
W języku polskim to samo, no może to pierwsze brzmi ładniej, wyraża większy szacunek, jakąś tajemnicę, a to drugie jest bardziej przyziemne, bardziej odnoszące się do funkcji. Ale to pierwsze odnosi się do wszystkich chrześcijan próbujących żyć swoim chrześcijaństwem, a to drugie odnosi się wyłącznie do tych chrześcijan, którzy zostali namaszczeni do wyjątkowej posługi przewodniczenia Kościołowi w trakcie sprawowania Najświętszej Ofiary i innych sakramentów.
I tu mamy problem, bo praktyka parafialna zdaje się daleka od uznania, że kapłaństwo przynależy całemu ludowi, a nie szczególnie wybranym. Tymczasem wszyscy jesteśmy powołani do składania Bogu duchowej ofiary, wszyscy jesteśmy powołani by użyć naszej wolnej woli i powiedzieć Bogu "tak", oddając się w Jego Ojcowskie ręce, powierzając Mu nasze dusze i ciała, czyniąc z siebie dar, stając się sługami będącymi do Jego dyspozycji, by nas używał tak, jak zechce. Jezus oddał nam się cały, dał nam Siebie na pokarm, i my jesteśmy powołani, by każdego dnia coraz głębiej wchodzić w nowe życie, Jego życie, bo oddając mu swoje życie przyjmujemy Jego życie. Wymiana darów, ofiara, spełnia się w Eucharystii, spełnia się też w życiu, spełnia się w każdym ochrzczonym, który przyjął świadomie fakt swego zanurzenia w Jezusowej śmierci ku zmartwychwstaniu.
Wielu świeckich nie jest świadomych swej godności ani powołania. I mnie osobiście to boli, i noszę często w sobie taki smutek, że za mało o tym się mówi, że omija się ten temat. Ludzie modlą się o "powołania do służby Bożej", o "świętość kapłanów" i odnoszą te prośby wyłącznie do księży, nie widząc, że tak samo winni się modlić za siebie. Ktoś mógłby rzec: Kaśka, czepiasz się słów, no jak to inaczej wyrazić, tak brzmi najładniej, tak się tradycyjnie mówi, przecież wiadomo o co chodzi. Ale właśnie nie wiadomo, a nasz język wyraża wielowiekowe zaniedbania w formacji świeckich, nasz język -to, że brakuje w nim odpowiednich zwrotów, słów - wyraża fakt, że zrzuciliśmy cały ciężar naszego chrześcijaństwa na księży.
Iluż ludzi jest zgorszonych bo ten czy inny ksiądz okazał się grzesznikiem - a czy Ty, tak strasznie zgorszony chrześcijaninie, nie jesteś grzesznikiem? Jak ksiądz jest charyzmatyczną osobowością kwitnie życie w parafii, jak jest cichym szaraczkiem, ludzie marudzą, że się nic nie dzieje - a czy Ty, tak niezadowolony chrześcijaninie, nie powinieneś otworzyć się na dary Ducha Świętego? Jak ksiądz wierzący to my będziemy wierzyć, a jak ksiądz będzie przeżywał kryzys wiary to my ją stracimy? Księża mają nas dźwigać będąc odpowiedzialnymi za wiarę każdego z nas? A my możemy spokojnie zrzucać całą odpowiedzialność za swoją bylejakość na nich! Czy tak?
Większość świeckich czuje się takimi owcami, które wymagają bezustannego czuwania pasterza, by głupie gdzieś nie polazły w krzaki. Czy złe jest to odczucie? Gdy jest prawdziwą pokorą, a pasterz jest Pasterzem - Jezusem Chrystusem, a ksiądz w parafii Jego pomocnikiem, duchowym towarzyszem, przewodnikiem, to myślę, że to jak najbardziej właściwa postawa. Jeśli jednak wynika z pełnego kompleksów umycia rąk od odpowiedzialności za siebie to jest to jak najbardziej zła postawa. Ta druga postawa jest niesłychanie wygodna dla mało odpowiedzialnych księży. Wygodnie mieć władzę dusz, dyktować ludziom co mają myśleć, robić i jeszcze w zamian otrzymywać bezustanne wyrazy uznania i wdzięczności. Dużo trudniej jest uczyć ludzi myślenia, rozeznawania, decydowania...a nawet mylenia się i zawracania ze źle obranej drogi. A co jeśli taki wszechwiedzący i wszechodpowiedzialny ksiądz okaże się jednak tylko tym, czym jest w istocie, słabym człowiekiem potrzebującym Pasterza, grzesznikiem? Ooo jakież wtedy jest zgorszenie, ileż owiec się rozprasza, ileż zawodu, bólu, zła. I oczywiście to wyłącznie ten ksiądz jest winien. Czy aby na pewno?
Czasem chce mi się krzyczeć: ludzie dorośnijcie, przestańcie wisieć całym swym ciężarem na tych nielicznych wybranych spośród Was, by Wam służyli, weźcie odpowiedzialność za swoją wiarę, za swoje życie duchowe, a jak będziecie mieć wątpliwości, problemy, kryzysy wtedy idźcie do swoich księży. A jak będzie Was rozpierać radość pociechy w Duchu Świętym to stańcie się wsparciem dla Waszych księży, którzy jak Wy są w drodze, miewają trudne dni, swoje problemy, niezaspokojenia, lęki. Oni zostali powołani by Wam służyć, ale przede wszystkim służyć Chrystusem - w Chrystusie, przez Chrystusa. A więc aby Wam dawać Chrystusa poprzez sakramenty i być dla Was kierownikami duchowymi. Oni nie zostali powołani do tego, by niemal wbrew Waszej woli wziąć Was na ręce i zanieść do Boga. I jak widzicie, że tego Boga jest mało w Waszym życiu to nie obwiniajcie księdza, że nie dał rady na siłę Was do Boga przytargać.
A kochanym księżom rzekłabym: spokojniej, nie czujcie się za wszystko odpowiedzialni, dajcie świeckim wolność szukania i znajdowania Boga, nawet jak czasem pobłądzą zaufajcie, naprowadzajcie na drogę a nie ciągnijcie po niej, nie wykańczajcie się psychicznie i fizycznie usiłując kontrolować wszystko, co dzieje się w Waszej parafii, by po latach takiej posługi ostatecznie brnąć w bylejakość - z braku sił, z wewnętrznego wypalenia i depresji. Jesteście ludźmi a nie nadludźmi i wasza moc w słabości ma się doskonalić, a bycie zawsze silnym, zawsze wiernym, zawsze wspaniałym, zawsze na zawołanie.......odłóżcie na potem, jak Bóg da. Zadbajcie o własną relację z Bogiem, a nie o relację wszystkich dookoła z pominięciem siebie, uwierzcie, że nie jesteście pośrednikami między Bogiem a ludźmi, jak to było w Starym Testamencie, teraz jest jeden Pośrednik - Chrystus. Uwierzcie, że On jest i działa w duszach ludzi świeckich. Oczywiście w to wierzycie, ale czy Wasze postawy życiowe tą wiarę potwierdzają?
Świetne słowa wiele mi dały ,choć ja raczej jestem w grupie osób ,które nie chcą się narzucać i sprawiać problemów nawet księżom ,którzy i tak mają ich wiele
OdpowiedzUsuń