Moja mama uważa, że zaletą trzymania kota jest to, że muchy wyłapie....no i moja Kota podarła jej firanki. U mnie nie ma co drzeć, ale łapie na balkonie jakieś żuczki i mi to do domu przynosi, wypluwa i czeka aż zacznie bombowiec taki po mieszkaniu latać, wtedy znów będzie miała co łapać. Ja nie sądziłam, że dzięki niej będzie mi wzrastać, a nie maleć, liczba owadów latających po domu, szczyt wszystkiego.
Życie jest słodko-kwaśne. Z jednej strony miękkie, z drugiej drapie i gryzie. Jeśli człowiek traci to, co jest mu drogie, zdaje mu się jakby część z niego umierała. Ten czy inny specjalista od życia duchowego może rzec, że dobrze się dzieje, gdy człek tak umiera, bo to część procesu oczyszczenia, dzięki któremu będzie mógł żyć pełniej. Pusty będzie mógł zostać napełniony nowym życiem - Bożym. Marcin Gajda śpiewa o tym: "o przyspiesz, przyspiesz moją śmierć". Co racja, to racja - lepiej się krócej męczyć niż dłużej ;-). Ale w jakimś nauczaniu napomknął też, że inną rzeczą jest stracić kogoś bliskiego. No właśnie, co jeśli tracisz bliskich, jeśli odchodzą, jeden za drugim, nie w zaświaty, ale tak coraz dalej i dalej ... wraz z tym umieraniem dla siebie, z tym ogołacaniem, można utracić nadzieję, można utracić siłę do życia, bo nie czarujmy się: Bóg działa poprzez ludzi, gdy brakuje nam miłości ludzkiej, tego ciepła bycia razem, intymnych rozmów, wspólnych planów, to samo tkwienie przed jakimś świętym obrazkiem nie wystarcza - trzeba niezłej świętości, wprost heroicznej, albo szczególnej łaski, by rzec: "Bóg sam wystarczy". Raczej chcemy ufać, że On się zatroszczy o nas i zabierając kogoś bliskiego da inne relacje, a nie że zostawi nas przed obrazkiem. A co jeśli zostajemy sami przed obrazkiem, czy to z własnej winy, czy bez winy, ale odczuwamy, że Bóg musi nam wystarczyć, bo nic innego nie ma ... i On nie wystarcza, co wtedy? Bóg nie wystarcza - toż to herezja!!! Powiem więc dokładniej: On sam człowiekowi wystarcza, ale tu na ziemi nie jesteśmy tak blisko Niego, by w swej ludzkiej niedoskonałości i postrzeganiu świata jednak poprzez zmysły fizyczne, zaspokoiła nasze potrzeby Istota Duchowa - Bóg jest Duchem. Bóg nas zaspokaja, ale rękami innych ludzi, czyni nas nawzajem odpowiedzialnymi za siebie.
Uważam, że główną słabością chrześcijaństwa europejskiego jest słabość wspólnoty. Bóg udziela się we wspólnocie, działa przez innych dając nam Siebie w innych, działa w nas dając Siebie innym poprzez nas. Jak chrześcijanin zostaje sam to jest to jakieś nienaturalne, nie Biblijne. A czy przeciętny chrześcijanin w naszym kraju może liczyć na swoją wspólnotę? Gdy np. traci pracę czy liczy na to, że inni wierzący z jego parafii przejmą się tym i będą pomagać mu szukać i podzielą się swoim majątkiem, by przeżył? Parafia raczej jest postrzegana jako market usług religijnych i nawet tam, gdzie rozwija się życie wspólnotowe, gdzie jest sporo jakichś grup, stowarzyszeń, to często nie można liczyć na siebie nawzajem, bo wprost nie oczekujemy tego, by nasza wspólnota była nam wsparciem. Mamy z reguły jakichś bliskich, jakieś rodziny czy przyjaźnie, ale gdy bliscy odchodzą ... obrazek Jezusa Miłosiernego i przed nim siedź ... cóż, modlitwa ma wielką moc, a Pan sam zna braki naszego ziemskiego Kościoła, On wszystko wie.
Mi osobiście brakuję wspólnoty jakiejkolwiek .W moje parafii nie ma żadnych wspólnot ,nikt nie chce się zająć młodzieżą ,ale na szczęście wyjeżdżam na studia może wtedy coś znajdę .
OdpowiedzUsuń